Będę…Marzę…W przyszłości….

Moment, w którym człowiek osiągnie równowagę wewnętrzną staje się przyczynkiem do osiągnięcia harmonii w świecie zewnętrznym. Wszystkie nasze zmartwienia, oczekiwania, schizofreniczne sytuacje są efektem dążenia do zaspokojenia swoich celów. Te zaś wyhodowaliśmy bazując na świecie w stylu chcę i muszę. Żyjemy dla przyjemności. Przyjemności są jednak w większej mierze naszymi zachciankami. Nasz mózg jest tak skonstruowany, że zawsze chce więcej. Większy samochód, większe wynagrodzenie, większą premię, więcej władzy. Droga do nikąd. Nie piszę tego, bo tak mi się wydaje, bo naczytałem się różnych gazet. To wnioski ze spotkań i sesji z kilkudziesiącioma pacjentami, którzy na pozór żyją i godzą się na swoistą pogoń za (czasem) wyimaginowanymi potrzebami, a jednocześnie przyzwolenie na komercyjny wymiar tego życia. Nie panujemy już nad tym, co dla nas dobre i lepsze, a co po prostu jest nakazem – przykazem mediów, otoczenia i co nas niemiłosiernie przytłacza. O czym mowa? Tu już nie chodzi o zdrowsze jedzenie. Ani o to, żeby więcej się uśmiechać. Tu już chodzi o w ogóle egzystencję. O jej podstawę. O to, co naprawdę ważne. Bliskość. Miłość. Przyjaźń. Dobro. Współczucie.

Kim staliśmy się przez ostatnie kilkanaście lat? Komu pozwoliliśmy, aby za nas podejmował decyzje? Jak bardzo uzależniliśmy się od wpływu na nasze życie innych – mediów, pseudo naukowców, samozwańczych guru czy innych szarlatanów z pierwszych stron gazet. Oglądając 90% programów w TV można uznać, że urodziliśmy się i żyjemy niczym bohaterowie bajki Wall-e. Brzuchy nam rosną, bo “maszyny” wiedzą lepiej, jak nam dogodzić, a my w tym szaleństwie rozkoszy, ulegamy wszystkiemu i z przymrużeniem oka pozwalamy na ingerencję w nas samych. Staliśmy się zobojętnieni. Zgorzkniali. Zamknięci w sobie. Wszelkie żale, nerwy, stres potęgujące złość i naszą frustrację mają swoje źródło w pracy, a nie w rodzinie. Dla pracy wszystko. Dla rodziny lub dla siebie czas na ogół tylko między 19.00 a 22.00! I niestety nie mamy na to sensownego uzasadnienia, poza rzecz jasna pieniędzmi. Ale czy tylko one wyznaczają to, co ważne w życiu. Gdzie autorefleksja? W imię czego to wszystko?

Z jednej strony chcemy osiągać sukcesy i zdolni jesteśmy do wszystkiego, z drugiej zaś, nie potrafimy bezinteresownie przytulić się do żony lub poświęcić tak bezrefleksyjnie czasu dzieciom. Swego rodzaju zasady przetrwania w pracy siłą rzeczy przenosimy do domu. Absurd. Kiedy jest już za późno tracimy nad tym kontrolę. Popadamy wtedy w depresję, stajemy się apatyczni, w konsekwencji szybko również tracimy grunt pod nogami. Wtedy niejednokrotnie jest już za późno. Właśnie wtedy zapadamy na poważniejsze choroby lub, o zgrozo, przydarza nam się jakiś poważniejszy wypadek. Nie wierzycie, zapytajcie swoich znajomych, którzy wspominali o takich zdarzeniach. Zapytajcie, co konkretnie działo się w ich życiu przed tym zdarzeniem. Zawsze znajdzie się jakaś konkretna historia, która doprowadziła do, na pozór, dziwnej sytuacji – tzw. zwrotu  akcji. Po takim wypadku czy chorobie bowiem najczęściej zmieniamy swoje życie. Coś w nas pęka. Przestajemy zachowywać się, jak poprzednio. Przeglądamy na oczy. Zaczynamy więcej widzieć i rozumieć. A kto doświadcza śmierci klinicznej już w ogóle “odlatuje” w inną rzeczywistość. Summa summarum, dlaczego nie wyprzedzić tych wszystkich zdarzeń i już teraz nie zacząć pracować nad sobą. Dlaczego już, w tej chwili nie stanąć z boku i w roli obserwatora nie przyjrzeć się swojemu życiu?

Jedna z mądrości wschodu bardzo klarownie mówi o tym, że jedynym, podkreślam jedynym problemem naszej duszy, a zarazem egzystencji jest bycie na właściwej ścieżce życiowej. Kto na niej jest, kto podąża zgodnie ze swoim przeznaczeniem, komu w duszy gra – ten uświadczyć może wszelkich godności za życia. Warte przemyślenia.

Boisz się tak myśleć? Obleciał Cię strach na samą myśl, jak to możliwe? Ba, więcej – zapewne śmiejesz się gdzieś w środku, że to jakieś bujdy. W rzeczywistości jednak prędzej niż później sam przekonasz się o tym, że siła nie tkwi w tym, aby spełniać oczekiwania i zachcianki całego otoczenia (szefów, przełożonych, znajomych, rodziców, itp.), a sięgać po swoje. Żyć tak, jak zawsze chciałeś, jak sobie zawsze zamarzyłeś. Chrzanić to, co robisz w zawodzie od nastu lat, jeśli to praca, która frustruje. Olać to, co przynosi Ci tylko gorycz i przygnębienie. Wybierz wolność i czystość dla swojego sumienia. Poszukaj odpowiedzi na to najważniejsze i fundamentalne pytanie swojego “JA” – po co żyje i jestem tu na ziemi? A wtedy poczujesz to, co w twojej podświadomości tkwi od lat, co porzuciłeś jeszcze w dzieciństwie. Wtedy właśnie projektowałeś i snułeś plany: Będę….Marzę….Wierzę, że…..W przyszłości….Wtedy byłeś naprawdę sobą. Poczuj to na nowo!