Life Sucks? Pierwszy krok do zmiany – najważniejszy

Czy życie jest naprawdę do dupy? Najczęściej tak, bo to innych zapraszają na konferencje, wykłady i seminaria. Inni dostąją podwyżki, premie, itp. Bo to innym udaje się to, czego my sami nie dokonaliśmy. Zakładają firmy i cierpliwie czekają aż przyjdzie przełom. Realizują różne projekty i cieszą się z samego faktu, że robią to, co sobie umyślili. Nie stoją w miejscu, tylko działają. No właśnie. Działają.

Jesteśmy wkurzeni, szczególnie w dobie social mediów, gdzie jak na tacy widać, że innym żyje się lżej i lepiej – oczywiście w domyśle. Z tego tytułu my czujemy się gorzej. Popadamy w stany depresyjne. Obniżamy w sobie poczucie własnej wartości. Albo, co gorsze złościmy się na “świat”, dlaczego oni, a nie ja!? Dlaczego oni robią karierę, zarabiają dobre pieniądze i budują domy. Muszą być szczęśliwi, więc im zazdrościmy.

W takich sytuacjach pojawiają się momenty, kiedy pod wpływem książki, filmu lub innych bodźców stymulujących naszą motywację postanawiamy albo podupaść już kompletnie na duchu, albo coś zmienić i zacząć wdrażać plany, które i nam pozwolą stanąć na piedestale życia. To poczucie bycia na szczycie jest przecież bezcenne. Prawda? Ale jak to stwierdzić, jeśli nigdy wcześniej się tam nie było? Mimo to wierzymy, że cuda się zdarzają (i dobrze) i nas też stać na to, aby coś osiągnąć. Owe coś jest zazwyczaj bliżej nieokreślone tak, jak zresztą domniemanie, że człowiekiem sukcesu być to …….. szczęście, pieniądze i niezależność – wolność. Naprędce więc jedziemy z tematem, byleby podnieść swój status. Taki idealizm, owszem jest sporym energetykiem, ale finalnie może nas kosztować jeszcze więcej złości i rozgoryczenia. Kiedy bowiem okaże się, że złapaliśmy przysłowiowego białego króliczka, przychodzi mała refleksja, że nie o to w tej grze chodziło. Króliczka trzeba gonić, a nie złapać. Ups.

Pieniądze okazały się wcale nie dawać więcej szczęścia, bo pojawiło się uzależnienie od ich posiadania. Przecież luksus kosztuje. Kariera okazała się być pozbawiona skrupułów – po trupach do celu. Albo ty ich, albo oni ciebie. A wieczna gonitwa za utrzymaniem rzekomego statusu bycia kimś lepszym, spowodowała, że zwariowaliśmy i staliśmy się wyalienowani, z jeszcze mniejszą ilością prawdziwych przyjaciół. W konsekwencji poczuliśmy się przytłoczeni i przygnieceni życiem. Upadek z wysoka zabolał.

Życie to iluzja. Iluzja, którą fundujemy sobie na własne życzenie, zapominając o tym, co naprawdę istotne. Najpierw droczymy się, że nie ma nas tam, gdzie są inni, lepsi od nas. Później będąc w tym upragnionym świecie zamykamy się w złotej klatce i jest jeszcze gorzej. Bo wszystko to fałszywe złudzenie życia w różnych skrajnościach. Albo wiecznego przegranego, albo zwycięzcy choć w konstelacji “w osamotnieniu i za wszelką cenę”. Atmosferę tylko podgrzewają media, celebryci i showbiznes. 

Czy można zatem żyć w szczęściu i w zgodzie z samym sobą, ale nie musieć godzić się na sławetny wyścig szczurów? Owszem. Ale ten balans czy równowaga możliwe są do uchwycenia tylko wtedy, kiedy przestaniemy się porównywać do innych i zaczniemy w końcu doceniać siebie i orientować się na sobie. Bo nieważne jest to, co mają i kogo reprezentują inni – ważne jest to, żeby reprezentować siebie i wierzyć w siebie. W sobie znaleźć pierwiastek indywidualności. Swoisty wyróżnik, umiejętność, która uczyni nas wyjątkowym w skali. Ci, którzy osiągnęli sukcesy świadomie lub nieświadomie podążają swoją ścieżką. Możemy im co najwyżej zazrościć tego, że się na niej znaleźli, o ile faktycznie na niej są. Ale tego nie ma sensu analizować. Skupmy się na sobie. Zacznijmy poznawać siebie. Obcować ze sobą. Dawać sobie radość choćby w postaci realizowania małych zachcianek: mam ochotę zobaczyć film, poczytać książkę, zjeść lody, pojechać na łąkę, do lasu, pobawiać się w tej chwili, jak dziecko (lub z dzieckiem) klockami lub ułożyć puzzle – po prostu zrób to.

Życie składa się z chwil, które albo przeżywamy będąc w pełni obecnym, albo które przemykają nam gdzieś między rozmyślaniem, ile jeszcze muszę, aby coś w końcu osiągnąć. Jeśli coś musisz i wiecznie przychodzi ci to z dużym wysiłkiem – zastanów się, bo być może jesteś na nie swojej ścieżce. Bo być może oszukujesz się, a to, co powinieneś robić, od zawsze jest w twojej głowie, ale bałeś się o tym na poważnie i odważnie myśleć. Chcesz odnieść sukces, zacznij właśnie to realizować. Tę swoją, wymarzoną ideę, którą każdego dnia pielęgnujesz, a później odkładasz na półkę stwierdzając, że może kiedyś! Błąd. Działać trzeba teraz. Nawet posuwając się naprzód małymi krokami, trzeba zrobić ten pierwszy – najważniejszy.